Roger z Mons pogromcą smoka wawelskiego

czyli o odwołaniach literackich w polskiej fantastyce

Autor: Tomasz 'earl' Koziełło

Roger z Mons pogromcą smoka wawelskiego
Zdaniem wybitnych twórców polskiej fantastyki – Jacka Piekary i Andrzeja Pilipiuka – napisanie dobrego opowiadania czy powieści, mieszczącej się w tym nurcie (moim zdaniem dotyczy to każdego dzieła literackiego) wymaga spełnienia kilku warunków. Po pierwsze – chwytnego tematu. Po drugie – interesującej fabuły. Po trzecie – znajomości tematyki, o której się pisze. Trzeci punkt jest najważniejszym, jeśli autor pragnie, by jego utwór miał pozory realności i wiarygodności. Nie wystarczy wymyślenie schematu konstrukcyjnego – należy jeszcze wypełnić go treścią. Tą zaś pisarze czerpią z różnych źródeł: znajomości historii, zwyczajów społecznych, kultury, folkloru, literatury, religii, mitologii, wydarzeń politycznych, kwestii ekonomicznych, wynalazków technicznych. Bez przeczytania 100-200 książek: naukowych, popularnonaukowych czy tych z literatury pięknej nie da się stworzyć dobrej powieści czy opowiadania fantasy (zresztą tak, jak i każdego innego), gdyż tam znajdują się pomysły dla różnych wątków, epizodów czy wydarzeń, które utalentowany literat powinien odpowiednio zaadaptować do swojego utworu.

Jako doktor nauk humanistycznych i amator literatury fantasy postanowiłem empirycznie sprawdzić, ile w tych teoretycznych twierdzeniach jest racji. Poddałem więc kilkanaście przeczytanych przez siebie powieści i zbiorów opowiadań tego gatunku analizie pod względem ich odniesień do literatury, historii, kwestii religijnych, kulturowych i społeczno-politycznych. Efektem moich badań jest między innymi niniejszy artykuł, który dotyczy problemu wykorzystania wątków literackich przez autorów fantastyki.

Generalnie wątki literackie można podzielić na dwie grupy: 1) odwołania do baśni, 2) odwołania do literatury pięknej. Podział ten nie jest zbyt ostry, gdyż wiele baśni (Puszkina, Andersena czy braci Grimm) weszło do kanonów literatury pięknej, niemniej jednak pozwoliłem sobie go zastosować i pod nazwą "baśń" rozumiem takie utwory literackie, które powstały na kanwie podań, legend czy opowieści ludowych, stanowiących część kultury narodowej lub regionalnej.

Wątki baśniowe mają charakter obrazoburczy, czyli stanowią dowolną adaptację ludowych opowiadań, często naruszając znany motyw fabularny, jak również są ich wiernym odzwierciedleniem. Przykładem wątku obrazoburczego może być nowa wersja bajki o Czerwonym Kapturku w wykonaniu Jakuba Wędrowycza, który opowiadał ją swemu wnukowi Maciusiowi (A. Pilipiuk, Kroniki Jakuba Wędrowcza, s. 241-247). Czerwony Kapturek nie jest dziewczynką, lecz chłopcem, następcą tronu polskiego, który z koszykiem, wypełnionym dynamitem i pilnikami oraz maczugą i karabinem w ręce idzie uwolnić babcię z więzienia. Pragnie przywrócić monarchię, którą obalili bolszewicy, mordując ojca Kapturka i aresztując jego babcię – królową. Akcja ratunkowa nie przynosi skutku, bo zły wilk, służący w armii rosyjskiego zaborcy, pożera głównego bohatera i babcię, dlatego Polska do dziś jest republiką. Innym przykładem może być wzmianka o niespełnionych erotycznych marzeniach księcia Hrabarika, szukającego dziewczyny, która, nie chcąc jego zalotów podczas balu, uciekła i zgubiła pantofelek, co jest aluzją do baśni o Kopciuszku (Andrzej Sapkowski, Ostatnie życzenie, s. 132). Natomiast Vrahta, dziesiętnik z Grabogórki, pragnął sprawdzić czy w żyłach Lendy, dziewczyny z Belnicy, płynęła błękitna krew. Metoda była prosta – należało położyć ją na ziarnku grochu pod tuzinem pierzyn i rano zobaczyć, czy ma siniaki czy nie. Jak nic odbija się tutaj bajka o księżniczce na ziarnku grochu, tylko w nieco innej wersji (Artur Baniewicz, Gdzie księżniczek brak cnotliwych, s. 473).

Wątki baśniowe przewijają się również bez zbytnich zmian w strukturze fabuły, no, może poza postaciami bohaterów. Jednym z przykładów jest postać, wykorzystana przeze mnie w tytule – Roger z Mons, który za pomocą owcy, napełnionej siarką, saletrą i innym świństwem zgładził smoka wawelskiego (Tomasz Pacyński, Smokobójca 126-132). Wieśniacy, którzy wynajęli wiedźmina Geralta do zabicia bazyliszka, obawiają się o swojego najemnika, gdyż poszedł do jaskini potwora bez zwierciadła. A przecież wiadomo, między innymi i z legend warszawskich, że wzrok bazyliszka zabija i bez lustra człowiek z nim nie wygra (A. Sapkowski, Miecz przeznaczenia, s. 5). Mityczny wątek przytrafił się natomiast Jorgowi Szołtyskowi ze Śląska, który wrzucił do rzeki pierścień Nibelungów, aby kilka miesięcy później znaleźć go podczas wigilii w swojej porcji karpia. Według pierwowzoru Polikrates, tyran Samos, ofiarował swój pierścień bogom na ofiarę, wrzucając do morza, ale ci jej nie przyjęli i wkrótce zwrócili mu klejnot w rybie, podanej na stół władcy (Szczepan Twardoch, Obłęd rotmistrza von Egern, s. 295-296).

Podobny podział jak z baśniami można zastosować do wątków z literatury pięknej. I tutaj są obrazoburcze i wierne odniesienia do uznanych dzieł. Zacznijmy od tych pierwszych. Na czoło wysuwa się historia krzyżackiego posła w Krakowie Arnolda von Eggena, który pod stolicą został pobity i skopany przez popędliwego młodzieńca, za co ten otrzymał wyrok śmierci. Można tutaj odnaleźć aluzję do zajścia pomiędzy Zbyszkiem z Bogdańca i Kunonem von Liechtenstein z Krzyżaków Henryka Sienkiewicza, z tym, że do aktu cielesnego wówczas nie doszło (T. Pacyński, Smokobójca, s 134-136). Baron Freixenet, zaklęty jakiś czas temu w kormorana, dowiaduje się od Geralta, że jego historia została rozpowszechniona wśród ludzi, z tą różnicą, że z kormorana stał się łabędziem i dodano mu 10 braci. Zaś urok został zdjęty nie przez wiedźmina, tylko niezbyt rozgarniętą siostrę barona – Elizę. Widać tu wpływ opowiadania Dzikie łabędzie Hansa Andersena (A. Sapkowski, Miecz przeznaczenia, s. 257-258). Natomiast opis młodej druidki z lasu Myrkvid poganiającej dębopotwora, ubranej w białą szatę, kwietny wianek na głowie i z liściastą witką w ręku, nad której głową przeleciał motylek jak nic jest parafrazą fragmentu Dziadów części II Adama Mickiewicza: "Na głowie kwietny ma wianek, w ręku zielony badylek, a przed nią bieży baranek a nad nią lata motylek", który śpiewał też Kazik Staszewski (A. Sapkowski, Wieża Jaskółkii, s. 262).

Wśród "poważnych" odniesień do literatury pięknej można wymienić między innymi przygody w Depholu błędnego rycerza Kipancha i jego giermka Sansy, walczących z wiatrakami, pomysłu zaczerpniętego z powieści Miguela Cervantesa o Don Kichocie (A. Baniewicz, Smoczy pazur, s. 232-235). Dramatopisarz Heinz Ritter przed bitwą z wojskami Palatynatu otrzymuje od cesarza Hockenstauffa pomysł napisania tragedii o miłości dwojga ludzi, pochodzących z nienawidzących się rodzin, tak samo jak i w Romeo i Julii Williama Szekspira (J. Piekara, Łowcy dusz, s. 335). Pojedynek Bertranda de Folville z Erikiem z Weybridge, w którym pierwszy z rycerzy oszczędnymi ruchami bronił się przed zaciekłymi atakami przeciwnika aby go ostatecznie i bez wysiłku pokonać, jest odbiciem zwycięstwa Wołodyjowskiego nad Kmicicem w Potopie Sienkiewicza. Nawet wypowiedziane ostatnie słowa rywali ("Kończ" Erica i "Dobrze" Folville’a) brzmią znajomo dla miłośników Trylogii (T. Pacyński, Maskarada, s. 289-290). Natomiast sir Roger z Mons to zwyczajny oszust, czeladnik szewski, który zabił podstępem prawdziwego rycerza i podszył się pod jego imię, korzystając także z majątku i sławy, tak jak tytułowy Konrad Wallenrod Mickiewicza (T. Pacyński, Smokobójca, s. 99-102).

To jedynie wybrane przykłady literackich odniesień, których można odnaleźć dziesiątki w książkach fantasy. Jednak już na ich podstawie należy przyznać rację wielkim polskiej fantastyki – każda powieść, opowiadanie, nowela, jeśli ma być poczytna, musi czerpać garściami z dorobku kultury regionalnej, narodowej i światowej, odpowiednio go adaptując do swoich potrzeb. Inaczej autor pozostanie zwyczajnym, nudnym grafomanem, którym nikt nigdy się nie zainteresuje.