» Artykuły » Felietony » Mlecznym okiem #1: Slang planszówkoholików

Mlecznym okiem #1: Slang planszówkoholików


wersja do druku

Bo planszówkowicze nie gęsi, swój język mają

Autor: Redakcja: Tomasz 'earl' Koziełło

Mlecznym okiem #1: Slang planszówkoholików





Język młodzieżowy jest ekspansywny, dlatego przenosi się do innych środowisk. Sam do swojego syna na zasadzie zgrywy powiem "do zo", czy "nara".


Jan Miodek



W czasach obecnej globalizacji, mieszania się kultur oraz powszechnego dostępu do Internetu już nikogo nie dziwi przenikanie się języków, które powoduje powstawanie slangów. Prawie każda grupa społeczna ma swój żargon, zatem nie ma w tym nic dziwnego, że pojawia się on również wśród planszówkowiczów. W większości przypadków są to słowa angielskie, które gracze starają się odmienić na polski sposób, np. discardować. W tym tekście chciałbym przedstawić, jak wygląda żargon boardgamerów (czyli dosłownie po polsku planszówkowiczów), co mnie w nim drażni i po co w ogóle używać żargonu.

Jakiś czas temu uczyłem się grać w Dominiona. Zasady na imprezie planszówkowej tłumaczył pewien znajomy. Mówił czystym polskim językiem, nie używając żadnego angielskiego słowa. Niestety, ledwo zaczęliśmy grać i już musieliśmy kończyć. Okazało się, że gra nie jest dostarczona przez organizatorów imprezy, tylko jakiś uczestnik wziął ją, aby pograć ze znajomymi. Miesiąc później trafiła się okazja, by znów zagrać w tę grę. Rozgrywka odbywała się w cztery osoby, nie pamiętałem zasad, a poza mną była jeszcze jedna osoba nieznająca ich. Wyjaśnianie reguł zaczęło się od słów, że "Dominion to jedna z wielu gier typu deckbuilding". Już wiedziałem, że będzie wesoło, a dalsze używanie naleciałości z języka angielskiego było tylko bardziej wzmożone. Zdanie "odkładasz na discard" było najbardziej mylące. Jest w tej grze taka karta jak Faktoria, która po odrzuceniu dwóch kart pozwala na wzięcie srebrnika. Osoba, która również grała wraz ze mną jako nowa odrzuciła karty na Śmietnisko. Tłumaczący zasady na to: "Nie, nie dajesz na trasha, tylko discard". Zauważyłem, że opisy kart w Dominionie mówią "odrzucasz", jeżeli chodzi o tak zwanego discarda i "usuwasz na śmietnisko", jeżeli chodzi o "trasha". Grało mi się naprawdę bardzo ciężko, skoro co chwilę padały angielskie określenia, a opis kart był wyraźnie po polsku. Znam angielski, ale jakoś używanie jego mnie niesamowicie drażniło.

Czym się różnił pierwszy sposób tłumaczenia zasad gry od drugiego? Niby ta sama gra, niby te same zasady, niby ta sama mechanika. Według mnie znaczenie miało podejście do gracza, ponieważ używanie slangu przy osobach nieznających go, podczas gdy gra jest całkowicie i dobrze spolszczona, nie miało większego sensu. Przyczyna jednak jest prosta do wytłumaczenia. Osoby grające w kolekcjonerskie karcianki (np. Magic: The Gathering) niemalże nie używają polskich słów. Wynika to przede wszystkim z faktu, że zaczynały grać w te gry po angielsku, zatem instrukcja i opisy na kartach obfitowały w decki, discardy, graveyardy, eventy czy inne tapy. Tam takie pojęcia są bardzo utarte, więc można zrozumieć, że taki żargon pojawia się u graczy lubujących się w karciankach.

Ale nie tylko wśród miłośników gier karcianych występuje slang. Podsłuchując grających Carcassonne często będziemy słyszeć, że kładą "tajla" (angielskie tile, czyli płytka, kafelek), a grając w Agricolę dowiemy się, że to gra typu worker placement. Podczas gry Race for the Galaxy często będziemy "setlować" lub "dewelopować". Jednak największym "hardkorem" (celowo i ironicznie użyłem tegoż słowa) jakim usłyszałem to "rolować dajsa" (od roll dice – rzucać kością). Przygotowując się do partii Kupców i Korsarzy stwierdzimy, że ta gra ma długi setup, zaś na zawartość pudełka utarło się stwierdzenie unbox.

Nie mam nic przeciwko używaniu slangu. Jak rzekłem, nie dziwi mnie przy obecnym przenikaniu się języków przejmowanie słownictwa lub tworzenie kalek językowych. Jednak zbyt mocne "żargonowanie" jest przesadą. Używanie takich a nie innych słów w danym środowisku ma sens tylko wtedy, gdy wszyscy je rozumieją. Nie dziwi mnie slang wśród graczy gier kolekcjonerskich, gdzie używanie jego jest już utarte i przyśpiesza komunikację. Nie dziwi mnie, że ktoś używa odruchowo żargonu, do którego jest przyzwyczajony. Nie dziwi mnie nawet zangielszczenie języka polskiego. Język jest cały czas dynamiczny i podlega wszelakim zmianom. Jednak żargonowe słownictwo należy według mnie używać rozważnie, by nie zmieniło się w bełkot.



Czytaj również

Mlecznym okiem #4: Słów parę o fanatykach prawa
Jedyne prawo, jakie wyznaję, to reguły gier planszowych
Mlecznym okiem #3: Muzyka podczas gier
Ciekawy dodatek czy zbędny hałas?
Mlecznym okiem #2: Planszówka planszówce nierówna
Parę słów na temat klasyfikacji gier planszowych

Komentarze


~Cromo Corleone

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Hyh. Ostatnio grałem w Dreadball i rzucałem tekstami typu "skaterować bola" (sprawdzać w którą stronę dobiła się piłka) czy "ranuję" zamiast biegnę. Zjawisko wynika z tego, że jak się czyta instrukcję po angielsku i napisy na kartach są po angielsku to spolszczanie wszystkiego jest kłopotliwe. Potrzebna jest jednolita terminologia.
10-05-2013 07:11
~Bea

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Mam podobne do Ciebie odczucia :) Czasami taki żargon jest po prostu śmieszny, gdy mamy do określenia danej rzeczy proste polskie słowo. Nasuwa też przypuszczenia, że osoba posługująca się nim chce zaszpanować. Rozumiem zaś, ze jak ktoś latami grał w jakąś grę po angielsku i uczył się jej zasad z angielskiej instrukcji czasami jest trudno znaleźć odpowiednie polskie słowa.
10-05-2013 08:26
Senthe
   
Ocena:
+4
Nigdy nie przestanę dewelopować i setlować w RftG.

W ogóle slang planszówkowo-karciankowy jest wg mnie świetny i przede wszystkim precyzyjny, w przeciwieństwie do polskich określeń. No i bez przesady, jeśli nawet ja go ogarnęłam, to znaczy, że nie może być trudny :P
10-05-2013 12:00
~Ink

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+4
Jest jeszcze jedna kwestia - ze względu na użyteczność pod względem szybkości komunikacji krótsze sformułowania wypierają dłuższe. "Trash" to jedna sylaba, "usuwasz na śmietnisko" to siedem. Myślę, że gdyby po polsku nazywało się to np. "zniszcz", pokusa użycia bardziej zwięzłej wersji angielskiej byłaby mniejsza.

A co do "rolowania dajsa" pełna zgoda, bo tu użyteczność niczego nie usprawiedliwia.
10-05-2013 12:19
Aure_Canis
   
Ocena:
+2
W przytoczonej sytuacji obrazującej partię w Dominiona zabrakło mi takiego fragmentu:

"Powiedziałem współgraczom, że nie jestem w stanie zrozumieć niektórych rzeczy ze względu na to, że nie grałem w kolekcjonerskie gry karciane i poprosiłem, by zaczęli używać języka takiego, jaki jest na polskich kartach, gdyż nie jestem w stanie się z nimi dogadać."

Tłumaczyłem dziesiątki gier setkom ludzi, jeszcze częściej to mi tłumaczono różne gry i nabrałem w tej dziedzinie dużej wprawy.

Zawsze zaczynam od zorientowania się, czy osoby, którym tłumaczę, znają gry podobne do objaśnianej / znają przybliżony żargon. Do tego dobieram stosowany język. Zdarza mi się nigdy nie użyć zapożyczenia. Zdarza mi się wyjaśnić masę zasad nawiązując do League of Legends / MtG / gier fabularnych. Zależy, z kim rozmawiam.

Skoro gry planszowe wymagają interakcji z ludźmi, proponuję spróbować informować grających, jeżeli potrzebujesz jakiejś zmiany - nie tylko w komunikacji.

Jeżeli osoby te się nie zgodzą, to znaczy, że są bandą duchebagów (HA) i nie warto na nich tracić czasu.

Rolować dajsa używa się czesto jako żart. Oznacza to samo, co ompać kulkę. Albo repetować kałacha. ; )

(BTW artykuł poleca jego autor. GG EZI.)
10-05-2013 14:27
PowerMilk
   
Ocena:
0
@Aure_Canis Ja nie miałem problem z komunikacją, bo wcześniej poznałem zasady, przysłuchiwałem się, bo wśród nas była osoba, co nie znała gry i rzeczywiście jej ruchy były niepewne.

I nie wiem co jest złego w polecaniu przez autora artykułu :D Gdybym się go wstydził, to bym nie polecał ;)
12-05-2013 11:58
Aure_Canis
   
Ocena:
+1
"I nie wiem co jest złego w polecaniu przez autora artykułu"

Łał.

Zapytaj najlepszych polterowych tekściarzy (AdamWaskiewicz : *) czy polecają własne artykuły. Zwłaszcza, że polecanki zapewniają pozycjonowanie w kilku miejscach.
12-05-2013 13:06

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.