» Recenzje » Książę Lestat

Książę Lestat


wersja do druku

Pantha rei, czyli wampir wykastrowany

Autor: Redakcja: Aleksandra 'yukiyuki' Cyndler, Tomasz 'earl' Koziełło

Książę Lestat
Ponad dziesięć lat minęło od momentu wydania ostatniej powieści z cyklu Kronik wampirów, zaś w międzyczasie Anne Rice doznała nagłego oświecenia religijnego, odżegnała się od wykreowanego przez siebie świata i złożyła obietnicę, iż więcej o krwiopijczym plugastwie pisać nie będzie. Nie zabija się jednak kury znoszącej złote jajka, zatem nikogo nie zdziwił powrót pisarki do przynoszącej zysk tematyki. Niestety, Książę Lestat jest dowodem na to, iż nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki, a czasem nie powinno się nawet próbować tego uczynić.

Wampir nad wampiry, charyzmatyczny egocentryk, cyniczny abnegat, wyrafinowany dandys, wielbiciel nie-życia w każdej jego formie, szaleniec, psychopata, grzesznik a jednocześnie pokutnik, ten, który poznał największe tajemnice i niczym Dante odwiedził piekielne czeluście, ekstrawertyk i zarazem zamknięty w sobie myśliciel, gwiazda rocka, celebryta uwielbiany zarówno przez ludzi, jak i innych krwiopijców, czyli Lestat de Lioncourt przechodzi zdecydowanie zły okres. Nic go nie cieszy i nie bawi, znudziła mu się nieśmiertelna egzystencja, ba – zaczyna popadać w marazm i depresję. Na dodatek od jakiegoś czasu słyszy w swym umyśle Głos, który wabi go podstępną syrenią pieśnią, będącą jednocześnie miłosnym wyznaniem i próbą opanowania umysłu dziecięcia rewolucji francuskiej, tudzież zmuszenia go do konkretnych działań. Zresztą nie on jeden narażony jest na ów kusicielski zew, gdyż cała wampiryczna stara gwardia wysłuchuje mantry nakazującej im zabicie młodszych przedstawicieli gatunku. Niektórzy potrafią się jej oprzeć, inni zaś nie są w stanie tego uczynić i cały świat staje w ogniu. Zatem wytropienie owego dążącego do anihilacji i próbującego zyskać dominację nad całą populacją wampirów indywiduum staje się kwestią priorytetową, która skłoni krwiopijców do zwarcia szyków oraz podjęcia rewolucyjnych decyzji, diametralnie zmieniających dotychczasowy obraz potomków Akaszy.

Tak wykoncypowana fabuła daje asumpt do wprowadzenia niemalże wszystkich postaci, które przewinęły się do tej pory przez Kroniki wampirów – nie tylko krwiopijców, lecz również członków prastarej organizacji Talamaska badającej ich gatunek. Luis, Armand, Magnus, bliźniaczki Maharet i Menkare, David Talbott, Pandora, Gabrielle – to jedynie początek długiej listy. Prócz nich przez karty powieści przemykają nowo wykreowane postaci, których charakterystyka pozostawia jednak wiele do życzenia, gdyż nie stanowią rzeczywistych bohaterów książki, lecz ich zaistnienie stanowi okazję do opowiedzenia tej samej historii z nieco innej perspektywy – przynajmniej w teorii, gdyż w rzeczywistości jest to nużące i ciągnące się w nieskończoność powtarzanie opowieści już doskonale znanej. Tak jakby Rice nie potrafiła się zdecydować, jaką rolę chce pełnić – jednocześnie pragnąc być zarówno autorką Księcia…,  szefową fanklubu Lestata et consortes i twórczynią własnej hagiografii. Albowiem rzeczona powieść jest idealnym przykładem fanfiku obarczonego wszystkimi wadami tego typu "gatunku" literackiego: nagminnym parowaniem ze sobą (także erotycznym) ulubionych postaci, bezgraniczną wiarą w prawdziwość opisanego uniwersum, czy wreszcie wprowadzeniem własnego alter ego do grona protagonistów. Elementy, które można tolerować w tekstach gorliwych wielbicieli danego settingu, pisaniem zajmujących się li tylko amatorsko, w wykonaniu osoby czyniącej to od lat zawodowo wypadają żałośnie.

Zwłaszcza, że sama fabuła powieści mogłaby zostać skomasowana na stu pięćdziesięciu, góra dwustu, stronach i książka tylko by na tym zyskała, a rozdęcie jej do znacznie obfitszych rozmiarów sprawia, iż lektura zaczyna męczyć. Ileż razy można czytać streszczenia fabuły poprzednich tomów? Okazuje się, iż bardzo wiele, a te powtórki z rozrywki niczego nie wnoszą. Jak często należy powracać do wydarzeń, które miały miejsce kilkadziesiąt stron wcześniej? Rice ewidentnie wątpi w dobrą pamięć czytelników, czyniąc to w nieskończoność. Na dodatek jej charakterystyczny sposób odsłaniania kolejnych elementów świata przedstawionego – barokowe opisy zbudowane ze zdań wielokrotnie złożonych, nasyconych słowami zdecydowanie nie stosowanymi w mowie potocznej (czyli to, co mnie kiedyś w jej prozie urzekło) – w najnowszej odsłonie przygód Lestata stanowi zmanierowany przerost formy nad treścią, zaś akapity poświęcone portretom miejsc i postaci (również wielokrotnie powielane) miast wciągać zniechęcają.

Zawodzi również sama narracja, będąca wcześniej znakiem firmowym pisarki. Ukazanie emocjonalnych rozterek protagonistów nierozerwalnie splecionych z ich historią, często ujęte w formie pierwszoosobowej i stylizowane na pamiętnik, w którym bohater rozdrapuje własną przeszłość i teraźniejszość, w jej najnowszej powieści nie czyni już – wedle petroniuszowego stwierdzenia o nagich dziewicach – takiego wrażenia, albowiem opowieść jest rozpisana na zbyt wielu aktorów i powiela znajome schematy, znacznie je zubożając. Nawet fragmenty poświęcone Lestatowi zostały pozbawione mocy, a jego samego kreatorka i zarazem matka chrzestna przez większość fabuły odsunęła na drugi plan, jednak pozostaje on nadal w roli trubadura opiewającego własne losy, gdyż postać arcywampira stanowi oś wszystkich wydarzeń (nihil novi), a cała powieść jest panegirykiem poświęconym jego promieniującej charyzmą osobowości. Tylko że w tą bliską mesmeryzmowi umiejętność budzenia fascynacji musimy uwierzyć na słowo, gdyż najbardziej zdeprawowane z dzieci nocy w tym tomie zachowuje się niczym swój wyblakły cień, jedynie na krótkie chwile powracając do dawnej formy.

Podobnie dzieje się z pozostałymi postaciami. Do tej pory w powieściach Rice wampiry ukazane były jako istoty aspołeczne i amoralne, drapieżniki bezkarnie żerujące na swym terytorium i bezlitośnie trzebiące każdą konkurencję, będące we własnym mniemaniu równymi bogom. Byli to jednocześnie samotnicy szarpani skrajnymi emocjami – nadwrażliwi filozofowie, teologowie, artyści, poszukiwacze prawdy zgłębiający genezę własnego gatunku. Teraz sylwetki nieśmiertelnych potępieńców nie tylko zostały spłycone, lecz również zmieniły się ich pragnienia i dążenia, co na tle wcześniej sukcesywnie budowanego obrazu wypada nieprzekonująco. Owe przemiany zapewne po części stanowią pokłosie nowego credo ich kreatorki, aczkolwiek zastanawiająca jest jej elastyczność w tej dziedzinie – przedstawia organizacje katolickie jako uosobienie zła, by za moment kazać swym krwiopijcom kierować się chrześcijańskim miłosierdziem. Ten nowy ich wizerunek, jakże sprzeczny z zakorzenioną w świadomości czytelników wizją, skłania do rozważań, gdzież się podziały tamte wampiry, którym Sting złożył hołd w Moon Over Bourbon Street.

Idzie nowe – takie stwierdzenie Rice ewidentnie obrała sobie za motto podczas pisania Księcia Lestata. Świat stał się globalną, skomputeryzowaną wioską, nauka i technika dominują, a idące z duchem czasu wampiry jakże chętnie korzystają z tych dobrodziejstw, stając się aż do bólu… zwyczajne. Romantyczny nimb odmienności, który w poprzednich tomach cyklu je otaczał, rozwiał się niemal całkowicie, a jego smętne resztki dotkliwie uświadamiają jak ideał, który zafascynował tak wielu czytelników, sięgnął bruku. Również sposób ich postrzegania ewoluował – podejście mistyczno-filozoficzno-religijne oraz historyczne i empiryczne (cechujące badaczy z Talamaski), uzupełnione zostało o aspekt stricte naukowy, opierający się na genetyce. Podobną drogę obrała pisarka w Kronikach wilczego daru, lecz o ile w przypadku wilkołaków klucz mutacyjny spełnia doskonale swoją rolę, to postrzeganie krwiopijców jako wariacji na temat X-Menów budzi sprzeciw (zapewne nie tylko mój). Podobnie jak nagłe ich pragnienie bratania się i łączenia w – jak to Rice określiła – plemię. Idylliczna wizja monarchii rządzonej przez surowego, lecz sprawiedliwego władcę i owoce jego lędźwi (sic!) jest kuriozalna.

Księcia Lestata można czytać bez znajomości wcześniejszych odsłon wampirzych pamiętników, gdyż, jak już wspomniałam, stanowi on streszczenie całych Kronik, ponadto zamieszczona na końcu książki lista postaci wraz z ich opisem, tudzież nieoficjalny przewodnik po świecie przedstawionym w dotychczas wydanych tomach, informacje te uzupełniają. Zatem osoba, która przystępuje do lektury bez bagażu wiedzy o wcześniej opisanych wydarzeniach ma szanse zachwycić się tą powieścią, która na tle wszelkich zmierzchopodobnych historyjek o świecących neo-wampirach może być uznana za literaturę z wyższej półki. Lecz ci od lat zadomowieni w wykreowanym przez Rice świecie doznają wielkiego rozczarowania.

Biorąc do ręki najnowszy owoc umysłu i pióra Rice byłam podekscytowana możliwością odbycia podróży sentymentalnej do uniwersum, które kiedyś ceniłam, natomiast po kilkunastu kartkach zaczęło mnie ogarniać zniechęcenie, które po dotarciu do ostatniej strony przerodziło się w przekonanie, iż pewnych ekshumacji nie powinno się dokonywać. Parafrazując słowa, którymi Robert Graves zakończył historię pewnego rzymskiego cesarza – nie pisz więcej Anne, nie pisz już więcej. Przynajmniej o wampirach.

4.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Książę Lestat
Cykl: Kroniki wampirów
Autor: Anne Rice
Wydawca: Rebis
Data wydania: 6 października 2015
Liczba stron: 592
Oprawa: miękka
Format: 128×197mm
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Krwawy kantyk – Anne Rice
Finisz w wielkim stylu
- recenzja
Byzantium
Moja mama jest wampirem
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.