» Artykuły » Publicystyka » Echa przeszłości: Quake

Echa przeszłości: Quake

Echa przeszłości: Quake
Niewiele jest gier, które w takim stopniu zmieniły elektroniczną rozgrywkę jak seria Quake. Pomijając rewolucję technologiczną, w Quake'a po prostu grało się lepiej niż w inne produkcje. Każda kolejna część serii (no, prawie każda) miała w sobie to coś, co sprawiało, że nie chciało się odejść od komputera. Jak do tego doszło?


Początki legendy

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba przypomnieć, jak wyglądał rynek gier komputerowych w 1996 roku. W odniesieniu do gier typu FPS liczyły się w zasadzie dwie firmy – 3D Realms (do 1994 znane jako Apogee Software) oraz, założone pięć lat wcześniej, Id Software. Pierwsza ekipa jest znana głównie z serii Duke Nukem, chociaż miała już wtedy na rozkładzie między innymi udany "celowniczek" pod tytułem Raptor: Call of the Shadows. Drugie studio jest po dziś dzień uważane za "ojca chrzestnego" gatunku FPS. Nie ma się co dziwić, w końcu stworzyli Wolfensteina 3D i (wtedy) dwie pierwsze części serii Doom. Po premierze Dooma 2 i Duke Nukem 3D stało się jednak jasne, że dotychczasowa formuła prawie-ale-jednak-nie-do-końca trójwymiarowych strzelanek została wyczerpana i trzeba pójść krok dalej – wyprodukować pierwszą grę, którą z czystym sumieniem można byłoby nazwać pełnym 3D. Ten zamysł, w połączeniu z miernymi możliwościami ówczesnych komputerów, przedstawiał się wtedy diabelnie trudno.

Po ponad roku pracy, tysiącach zjedzonych pizz i hektolitrach wypitej kawy 22 czerwca 1996 roku Id Software wypuściło grę Quake. Sukces był niemal natychmiastowy – gracze rzucili się na płyty jak psy na świeże mięso, a Johnowi Carmackowi, Johnowi Romero i spółce nie pozostało nic innego, jak tylko liczyć zarobione pieniądze. Quake stanowił prawdziwy krok milowy w rozwoju gier komputerowych. Produkcja była nie dość, że w pełni trójwymiarowa, to jeszcze wymagania sprzętowe, choć dość wygórowane, to dzięki zastosowaniu ubogiej palety kolorów nie wzbudzały politowania. Po każdym miejscu na mapie można było się (płynnie!) rozejrzeć za pomocą myszki, pojawiły się równie pochyłe (tak, wcześniej tego nie było). Nie tylko oprawa wizualna stanowiła o sile Quake’a. Pomimo zupełnego braku fabuły poszczególne mapy były bardzo klimatyczne (wyraźnie inspirowane twórczością Lovecrafta), a ścieżką dźwiękową zajął się znany z Nine Inch Nails Trent Reznor – zresztą późniejszy laureat Oscara za najlepszą muzykę (2011). Dodajmy do tego w miarę stabilny tryb multiplayer, pozwalający grać z kumplami. Quake z pewnością był najbardziej wyczekiwanym prezentem gwiazdkowym w 1996 roku.


Kolejne uderzenia

Rok później na sklepowe półki trafił Quake 2. Sequel znacznie różnił się od poprzednika. Wprawdzie sama rozgrywka niewiele się zmieniła i nadal był to typowy FPS, jednak zamiast eksterminować wrogów na niezwiązanych ze sobą mapach, gracz wcielał się w rolę jedynego ocalałego z desantu na planetę Stroggów (którzy wcześniej zaatakowali Ziemię) żołnierza i siał postrach w ich głównej bazie… Zgadzam się, brzmi to fatalnie, a fabuła to jedynie pretekst do rozwałki, jednak (może z sentymentu) historia ma dla mnie jakiś urok. Gra osiągnęła nieco mniejszy sukces od pierwszej części, ale potwierdziła dominację Id Software w branży.

Na kolejnego Quake’a (z podtytułem Arena) przyszło nam czekać dwa lata. "Trójka" ukazała się 3 grudnia 1999 roku i nieco zdziwiła graczy. Tym razem twórcy postanowili zrezygnować z trybu dla pojedynczego gracza i skupić się na rozgrywkach wieloosobowych. Bez dostępu do Internetu można było jedynie postrzelać do botów na wszystkich mapach, jednak nie da się ukryć, że singleplayer Quake’a 3 mógł służyć jedynie jako trening. Tradycyjnie, kolejna odsłona serii śmigała na nowym silniku graficznym i choć nie był to przełom, dzięki sprzedaży licencji wiele gier korzystało z id Tech 3 – warto wymienić chociażby Medal of Honor: Allied Assault, Call of Duty czy Star Wars Jedi Knight: Jedi Academy. Rok później wydano rozszerzenie zatytułowane Team Arena, usprawniające nieco rozgrywkę drużynową.


Zasłużona emerytura?

Id Software przystopowało i skupiło się na pracach nad Doomem 3, doglądało też Raven Software przy Return to Castle Wolfenstein. Ostatnia, póki co, odsłona serii Quake pojawiła się w 2005 roku i bezpośrednio kontynuowała historię z "dwójki". Niestety, jako pierwsza część cyklu zamiast przełomu przyniosła regres. Co prawda zawierała kilka świetnych patentów, jak na przykład "stroggifikacja" głównego bohatera (po pewnym czasie Matthew Kane, czyli postać kierowana przez gracza, zostaje złapana i "przerobiona" na Strogga, dzięki czemu staje się potężniejsza i zyskuje dostęp do nowych broni), to jednak całość była po prostu nudna i nieco na siłę stylizowana na staroszkolną. Wystarczy nadmienić, że w Quake’u 4 nie da się uświadczyć hitboksów, które od kilku lat były już standardem. Oprócz tego krytykowana była też grafika (oparta o silnik Dooma 3) za zbytnią plastikowość. Oczywiście, czwartego Quake’a nie można nazwać porażką czy grą całkowicie nieudaną – po prostu nie sprostał on legendzie serii.

Uniwersum Quake’a pojawiło się w grach jeszcze tylko raz (w 2007 roku), gdy odpowiedzialne za Enemy Territory (darmowy moduł multiplayer do Return to Castle Wolfenstein) studio Splash Damage pracowało nad sequelem. Przejście z II wojny światowej do walk między ludźmi i Stroggami nie wyszło jednak na dobre. Enemy Territory: Quake Wars nie znalazła uznania graczy i w efekcie została szybko zapomniana. W mojej opinii nieco niesłusznie, chociaż chyba nikt nie nazwałby jej produkcją wybitną.

Warto też wspomnieć o Quake Live. Gdy pojawiła się odpowiednia technologia, Id Software postanowiło wydać Quake’a 3 raz jeszcze, tym razem w formie darmowej gry browserowej. Okazało się to genialnym posunięciem – do uruchomienia QL wystarczyło pobranie wtyczki do przeglądarki internetowej i w miarę szybkie łącze. Tytuł szybko zyskał dużą popularność i do dziś wieczorami można spotkać masę graczy.

Co dalej z serią Quake? Samo Id Software podobno planuje stworzyć jej piątą odsłonę, jednak to odległa przyszłość. Na pewno Quake 5 nie ukaże się przed premierą czwartego Dooma, czyli pierwszych informacji możemy oczekiwać (optymistycznie prognozując) w okolicach 2015 roku. Pozostaje jednak pytanie: czy warto reaktywować ten zasłużony cykl? Wprawdzie Quake Live okazał się sukcesem, jednak to wciąż stary Quake 3. Quake 4 nie dał rady zadowolić graczy, a gwiazda Id Software ostatnimi czasy mocno przygasa – zwłaszcza po ubiegłorocznej premierze Rage.



Czytaj również

Komentarze


Indoctrine
   
Ocena:
0
Mam sentyment do Quake, przeszedłem go na moje Amisi a nie PC, co dodatkowo zwiększało ilość frajdy czerpanej z grania :)
19-04-2012 10:30
Dark Sage
   
Ocena:
0
Ja jednak uważam, że RAGE był świetną grą, nie na 10, ale bardzo mocne 8. Zabrakło jednak klasycznej rozgrywki multiplayer jak deathmach, TDM i ew. CTF. Gwiazda idSoftware nie przygasa, tylko pojawiły się inne gwiazdy, które dzięki marketingowi i tasiemcowatej budowie świecą mocniej. No i nie ukrywajmy, post-apo nie jest najpopularniejszym tematem.

Ja z niecierpliwością czekam na nowe tytuły od Carmacka, bo mimo wszystko jego gry mają w sobie to coś, choć nie zawsze trafiają w gusta ogółu ("ploretariackich świń" :P).
19-04-2012 10:41
nimdil
   
Ocena:
0
Warto nadmienić, że Quake chyba jest odpowiedzialny za pierwsze zalążki e-sportu :]
19-04-2012 11:44
leto_ii
   
Ocena:
0
Rok chyba 1997, pierwsza gra multiplayer w Quake I, wersja shareware, połącznie 'po kabelku'... To były czasy :) Woziło się później taxówką kompa do kumpli, grało w Q1 i DN3D przez całą noc. Następnie gra online na uczelni, serwer eneasz.enet.pl, do dziś mam gdzieś zapisane statystyki i ponad 3000 fragów. Killed ponad 2000 było, więc generalnie wyszło 'na plus' :D Ha, zapomniałbym o Łódzkim Infobicie i wygranym konkursie Quake :) Po lokalu też dużo graliśmy, reaper bot, własne mody pisałem (dzięki progs.dat), oj działo się, działo. Q1 to na prawdę kawał mojej historii gier.

Q2 to nie było to samo (ogólnie mniejsza dynamika w multi), Q3 zdecydowanie mi nie podszedł z jego dziwną mechaniką (np. skoków) - grałem trochę, ale już bez takiego zacięcia jak Q1. Ostatnio natomiast doceniłem silnik Q3 dzięki Urban Terror - polecam!

Q4 i Rage nie znam, więc nie oceniam.

---
Tak mi się jeszcze przypomniało, że w Duel sporo frajdy w Q1 miałem E1M7, a w DN3D na planszy Arena :)
19-04-2012 21:48
Savarian
   
Ocena:
0
Ja natomiast pamiętam kiedy wpadł w moje łapki edytor map do Q1 i Q2. Bogowie co to był za szał. Chyba tylko przy BG zarwałem tyle nocy co przy projektowaniu, tworzeniu i teksturowaniu mapek do multi. Ech... rozmarzyłem się... i muszę znowu przejść Q1 bez kodów na Nightmare.
Pamiętam też wszystkie mody do Q1, nowe mapy w singlu i multi z Reaper botem.
Q2 przeszedłem jednak większa ilość razy. Zupełnie inny klimat (z gotyku przejście w future) początkowo mnie zniechęcił ale potem (po pojawieniu się edytora map) odkryłem Q2 na nowo i też tłukłem całe noce.
Q3 zastał mnie w czasie gdy nie miałem jeszcze netu więc wszelkie zabawy z żywym przeciwnikiem odbywały się w kawiarenkach internetowych. Tylko, ze w moim mieście UT miał większe wzięcie w multi więc Q3 kosiłem w domowych pieleszach.
Do Q4 nie zabrałem się choć miałem ochotę kilka razy. Może teraz się zmobilizuję.
20-04-2012 07:33
earl
   
Ocena:
0
Ja po raz pierwszy w Quake'a zagrałem w lutym 1999 roku, była to dwójka. Wówczas też zacząłem moją najdłuższą chyba przygodę z tą grą, bo do finału, z dłuższymi-krótszymi przerwami, doszedłem po 7 latach, w styczniu 2006 roku. Potem przeszedłem czwórkę a następnie jedynkę. Uważam tę serię za jedną z lepszych strzelanek, jakie wyprodukowano.
20-04-2012 13:21
nimdil
    @earl
Ocena:
0
Myślę, że bez szczególnej przesady można powiedzieć, że Quake był najważniejszy. Jasne - wcześniej był Wolfenstein i Doom 1-2 a potem Counterstrike i wodotryski typu Halo ale to Quake rozpoczął dwa najważniejsze trendy w tym gatunku: powszechność multiplayer i pełne 3d.
20-04-2012 15:35
earl
   
Ocena:
0
@ nimdil

Cóz mogę powiedzieć - masz takie same odczucia jak ja. Do dzisiaj mogę grać w od początku w Quake'i i mi się nie znudzą. Mają w sobie to coś szczególnego, co przyciąga.
20-04-2012 20:30
Neurocide
   
Ocena:
0
Wolę Q1 od jego następców.
20-04-2012 20:41
earl
   
Ocena:
0
E tam, najlepsza była bez wątpienia dwójka, z klimatyczną grafiką i odgłosami walk i wybuchów w tle.
20-04-2012 21:59
Neurocide
   
Ocena:
0
Wiesz, jak grałeś w 1 to miałeś do czynienia z pewną estetyką, której w 2 nie ma. Kwestia gustu, więc dysputa jałowa, ale 2 też miała swoje zalety.
21-04-2012 10:03
earl
   
Ocena:
0
Widzisz, może jakbym zaczął od jedynki, to pewnie miałbym podobne zdanie jak Ty. Ale zacząłem od dwójki i grałem w nią lata, zanim skończyłem, stąd pewnie taka moja opinia.
21-04-2012 12:42
Khubas
   
Ocena:
0
Jedynka jedynką, dwójka dwójką, ale jak dla mnie to Arena wprowadziła nową jakość do multiplayera. :P
22-04-2012 18:54

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.